queerowyblog
T  E  O  R  I  A   K  U  L  T  U  R  Y

Queer to angielska obelga określająca homoseksualistę, coś jak polski "pedał". Amerykański ruch na rzecz równouprawnienia lesbijek i gejów zaczął jednak używać tego słowa w rozmowach między sobą, przez co straciło ono pejoratywny, obraźliwy charakter. Wkrótce stało się ono synonimem samego ruchu. Powstała teoria queer (queer theory), będąca wyrazem sprzeciwu względem dyskryminacji mniejszości seksualnych, stanowiąca ich własną narrację, opowieść o tym jak heteronormatywne społeczeństwo wyklucza ich z publicznego dyskursu. Teoria opisuje normatywne mechanizmy przemocy, z którymi lesbijki i geje muszą się nieustannie zmagać. Jest ona przede wszystkim głosem wykluczonych "ludzi śmieci", dowodem na to, że mogą oni zabrać głos i wprowadzić swoje wątki do publicznej debaty. Tak jak nowoczesność jest erą, w której heteroseksualni mężczyźni definiowali znaczenie seksualności, tak ponowoczesność jest erą, w której każdy sam ma prawo do jej własnej definicji. Queer theory to narracja dotychczas wykluczonych.
      Queerowy filozof


Kategoria "homoseksualisty" została skonstruowana przez XIX-wieczny opresywny dyskurs medyczny. Medycyna, uwikłana w normatywne mechanizmy przemocy, sama wyprodukowała tę kategorię, aby ją wykluczyć. Wcześniej znane było jedynie pojęcie aktów homoseksualnych, które nie zdawały się wynikać z żadnych wewnętrznych predyspozycji. Były one jedną z możliwych egzemplifikacji seksualności, potencjalnie przejawianą przez każdego. Dopiero medycyna, w ramach normatywnego porządkowania przestrzeni publicznej i naznaczania "patologii", wyprodukowała tożsamość. W ten sposób oddzieliła przestrzeń "normalną" od "nienormalnej", wykluczając nie tylko akty seksualne, ale także ludzi, którym tę tożsamość nadała. Jednocześnie, jako kolejny przykład freudowskiej "choroby narcystycznej", wyprodukowała tożsamość "ludzi normalnych" - heteroseksualnych, którzy odtąd mogli czerpać dumę z tego, że nie są tymi, których wykluczają. Nauka uwikłana w normatywność pokazała, jak wiedza staje się narzędziem władzy, a władza artykulacją wiedzy.

Minęło 100 lat i nastała era rewolucji seksualnej oraz kontrkulturowej burzy. Czasy się zmieniły, a wraz z nimi podejście do seksualności. Homoseksualizm przestał być patologią w podręcznikach naukowych. Powstały "studia lesbijsko-gejowskie", które za cel postawiły sobie skonstruowanie pozytywnego obrazu osób homoseksualnych, wolnego od demonizacji znanych z czasów wiktoriańskich. Przedstawiono zatem nową definicję "homoseksualisty", jako człowieka monogamicznego, bogatego, wykształconego, a do tego jeszcze białego i z klasy średniej. Okazało się jednak, że konstruowanie jakichkolwiek definicji "homoseksualisty" oznacza jednocześnie wykluczenie tych, którzy do tej definicji nie pasują: poligamicznych, ubogich, niewykształconych itd. Studia lesbijsko-gejowskie chciały pokazać, że osoby homoseksualne są "normalne" - ale "normalne" znaczy w tym kontekście zbliżone do heteronormatywnego patriarchatu. "Normalność" homoseksualistów uzyskano kosztem wykluczenia "nienormalnych", niemedialnych, wstydliwych: kobiecych gejów i męskich lesbijek, transwestytów, niewykształconych, Murzynów, osób z małych miejscowości i klasy niższej. W ten sposób studia lesbijsko-gejowskie, uprawiając "politykę tożsamości", uczestniczyły w mechanizmach przemocy i wykluczenia zamiast te mechanizmy dekonstruować i demontować.

Na bazie krytyki "polityki tożsamości" powstała teoria queer, która dopuściła do głosu także podwójnie dotychczas wykluczonych: przez kulturowy mainstream i przez samą społeczność lesbijek i gejów. Queer theory poprzez opisywanie szerokiego spektrum tożsamości homoseksualnych unika jakiejkolwiek sztywnej, jednoznacznej, domkniętej definicji "homoseksualisty", starając się pokazać, że już samo pojęcie "homoseksualista" jest jedynie pustym terminem-workiem, do którego wkładano dowolne, arbitralne znaczenia. Heteronormatywna kultura nadaje znaczenie negatywne, polityka tożsamości nadaje znaczenie pozytywne. Wszystkie te operacje nadawania jednoznacznego, domkniętego znaczenia odbywały się kosztem wykluczenia tych, którzy tych definicji nie spełniali. W erze queer theory każdy ma prawo sam nadawać znaczenie swojej seksualności zgodnie z własnymi potrzebami i pragnieniami, bez obawy o wykluczenie i kulturową przemoc.


2010-02-06, 15:46:27 >> Analiza pornografii

UWAGA Minister Zdrowia ostrzega: poniżej znajdują się linki do materiałów pornograficznych. Osoby poniżej 18 roku życia nie mogą ich oglądać, bo mogą oślepnąć a także nie będą w stanie stworzyć „prawidłowego” (cokolwiek to znaczy) związku seksualnego. :) Przypominamy także, iż od masturbowania się żółkną gałki oczne i rosną włosy między palcami. :) Celem ochrony maluczkich przed utratą wzroku linki są nieaktywne, trzeba je wkleić do przeglądarki. :)

Pornografia dostarcza bardzo interesujących informacji na temat kultury. Przede wszystkim role seksualne, w które wcielają się aktorzy i aktorki tych filmów stanowią lustrzane odbicie relacji między płciami. Interesujące jest także to, w jaki sposób przedstawiane są różne deregulacje kulturowej normatywności płciowo-seksualnej, oraz w jaki sposób normatywność jest kontekstualizowana w pornografii homoseksualnej. Będziemy oglądać pornografię, oczywiście tylko w celach naukowych :) 

 

http://www.sextube.com/media/48834/Busty_College_Nympho/

Większość mainstreamowych filmów przedstawia cycate blondyneczki rżnięte, pardonnez le mot, przez ogierów z wielkimi penisami. Na tym filmie widać wyraźnie sylikonowy biust oraz ponadprzeciętne rozmiary organu męskiego. Jaka jest funkcja takiego zabiegu? Oczywiście chodzi o podkreślenie cech płciowych, o spotęgowanie rozdźwięku między kobietami i mężczyznami . Jest to element ekonomii znaczeń kulturowej normatywności: wtórnej naturalizacji płci kulturowej. Role płciowe tworzone przez kulturę kojarzone są z biologicznymi cechami płciowymi. Od tej pory podkreślanie rozdźwięku między biologicznymi ciałami będzie podreślaniem rozdźwięku między płciami kulturowymi, a tym samym rolami jakimi płcie mają odgrywać: mężczyzna jako ogier, podmiot wybierający i zaliczający „panienki”, kobieta jako przedmiot „zaliczania”, biernie czekający na swojego parnera.

Oczywiście, można powiedzieć, że ten zabieg nie ma nic wspólnego z kulturową normatywnością i że tego typu modyfikacje jak powiększanie biustu mają na celu wyłącznie zwiększenie satysfakcji widzów. W przypadku aktorek odrzucenie tego argumentu nie jest intuicyjne, wyraźna wątpliwość jednak pojawia się, gdy weźmiemy pod uwagę aktorów-mężczyzn. Dlaczego do filmów tych przyjmowani są jedynie dobrze wyposażeni panowie skoro są one dedykowane heteroseksualnym mężczyznom? Jak głosi (hetero)normatywność, heteroseksualni mężczyźni nie mogą podniecać się innymi mężczyznami. Skoro tak, to wielkość członka aktora nie może mieć wpływu na stopień podniecenia i satysfakcji widza. 

 

http://www.sextube.com/media/393/Cock-Craving_Teen/

Na tym filmie widać wyraźnie jak blondyneczka staje się rekwizytem służącym zaspokojeniu żądz swojego parntera. Nie ma nic do powiedzenia, robi jedynie to, czego chce mężczyzna. Na myśl przychodzą różnorakie określenia opisujące relacje między płciami: mężczyzna może „posuwać”, „zaliczać”, natomiast kobieta „dawać dupy”, „puszczać się”. W tym punkcie obserwujemy pewien bardzo istotny mechanizm przemocy: nadawanie znaczenia kategorii mężczyzny jako kogoś, dla kogo w ogóle cały seks istnieje. Kobieta natomiast staje się przedmiotem, obiektem, który funkcjonuje tylko po to, aby dawać mężczyznom przyjemność. 

 

http://www.strapon-slaves.com/gallery/05/images/strapon-slaves.com_03.jpg

Przejdźmy teraz do deregulacji, czyli do różnych zjawisk przeczących normatywności. Bardzo istotną rolę pełni tutaj zabawka seksualna zwana strapon, czyli pas z penisem, który kobieta może założyć sobie a następnie penetrować partnera płci dowolnej. Ten przykład wyraźnie pokazuje, że założenie straponu a tym samym nadanie sobie symbolicznej tożsamości męskiej jest warunkiem wystarczającym do odgrywania roli dominującej w seksie. Dominacja i męskość to znaczenia tożsame w ramach opresywnej ekonomii znaczeń. Tak samo jak uległość i kobiecość. W ramach dyskursu normatywnego kobiety i mężczyźni nigdy nie będą równorzędnymi parnterami, bo mężczyzna nazywając siebie „mężczyzną” już nadaje sobie znaczenie dominującego, a kobieta nazywając siebie „kobietą” nadaje sobie znaczenie uległej.

Strapon jest bardzo ciekawym rekwizytem dlatego, że on wyraźnie dereguluje normatywność, sprawiając, że mężczyzna zachowuje się tak jak zwykle zachowuje się kobieta: staje sie obiektem penetracji. W związku z tym, by poznać opinie ludu na ten temat, zajrzałem na forum, w którym go poruszono. Pojawiło się kilka „złotych” komentarzy, które trafiają w 10. jeżeli chodzi o studia queerowe. Lud nie wie co na ten temat sądzić: jakiś nowy diabeł z zachodu przyszedł, nie wiadomo czy na to z widłami iść czy wodą święconą pokropić :) Niby to chłop i baba się pieprzą, ale kobieta posuwa chłopa, więc nie wiadomo czy to seks homo czy hetero :D 

Pierwszy komentarz: „nie kreci mnie cos takiego w ogole...jakies takie pedalskie”. Forumowicz słusznie stwierdza, że takie zachownie jest „pedalskie”. Pedalskie - słowo obraźliwe, degradujące, wykluczające: coś jest „pedalskie”, innymi słowy trzeba tego unikać za wszelką cenę. Tak właśnie wygląda ekonomia znaczeń opresywnego, heteronormatywnego patriarchatu. Kiedy mówię „słusznie”, mam na myśli „słusznie” na gruncie tej opresywnej normatywności. Natomiast gdybyśmy abstrahowali od jakiekolwiek określonej, stabilnej, ustalonej raz na zawsze normatywności (tępy lud nie jest w stanie tego uczynić) to nie ma rzeczy „pedalskich” czy też „niepedalskich”. Takie zdanie (że coś jest „pedalskie”) byłoby całkowicie bez sensu. Interesujące jest też, że kilka osób na tym forum próbuje polemizować z tym stwierdzeniem, głosząc, że takie zachowanie „wcale nie jest pedalskie”. Jest to rozpaczliwa próba deregulacji normatywności, jednak nie polega ona na dekonstrukcji normatywności, lecz na przesunięciu definicji normalności, tak, aby strapon się w niej zmieścił. Taki zabieg pozostawia jednak tę granicę normalność-nienormalność na horyzoncie, skazując na wykluczenie pewne inne zachowania czy zjawiska, które przecież nikomu krzywdy nie czynią. Swoją drogą ten przykład obnaża kuriozalną wręcz arbitralność tego, co uważamy za normalne czy nienormalne: w ramach dyskursu bowiem widzimy jak różne osoby w różnych miejscach umieszczają tę granicę kierując się zupełnie dowolnymi, subiektywnymi, wziętymi z księżyca kryteriami. 

Inne spostrzeżenie: przykład straponu pokazuje, że kryterium uznawania seksu za „homoseksualny” lub „heteroseksualny” nie stanowi płeć partycypujących w nim osób lecz kulturowa rola płciowa. Z tego powodu seks między kobietą i mężczyzną zostaje uznany za homoseksualny (w terminologii rynsztoku intelektualnego: „pedalski”) jeżeli osoby go uprawiające zachowują się inaczej niż zakłada kulturowa rola płciowa. Analogiczny przykład to kategoria „cwela” w więzieniach, gdzie „cwel” otrzymuje żeńskie imię i nadaje się mu rolę kobiecą a następnie jest gwałcony przez „heteroseksualnych” współwięźniów przy zachowaniu ich „heteroseksualnej”, normatywnej tożsamości (zob. osobny artykuł na ten temat).

Kolejny komentarz, który znalazłem na forum: „facet to facet, kobieta to kobieta, ZADNYCH ZAMIAN ! przecierz to jak zaznaczyl "rozporek" to pedalskie. fuj.” Jak wyżej + wartość dodana: wyraźna stabilizacja znaczeń płciowych. Facet to facet, kobieta to kobieta, żadnych zmian. Opresywna kultura ma z góry wyznaczone zadanie dla przedstawiciela każdej z płci i każdy musi tym zadaniom się podporządkować, a jeżeli nie, to czeka na niego kulturowe Auschwitz. Z Auschwitz nie ma innego wyjścia niż przez komin krematorium. Żadnych zmian. 


 



Tagi: dekonstrukcja kultury, mechanizmy przemocy, queerowanie feminizmu; Autor: Filozof
skomentuj (2)



2010-02-05, 20:45:23 >> Komentarz do prawicowego ***

Przeczytałem właśnie artykuł Marka Zegarka o homofobii. Parę kwestii mnie rozśmieszyło. Już w pierwszym zdaniu czytamy, że istnieje pewne ostatnio modne zjawisko mianowicie bycie gejem. Pan Zegarek zapewne należy do tych prawicowców, którzy twierdzą, że homoseksualizm pochodzi od propagandy homoseksualnej, czyli mówienia o homoseksualizmie w innym kontekście niż dewiacji. Krótko mówiąc, bez wody święconej i kropidła o homoseksualizmie mówić nie można, bo staniesz się gejem lub lesbijką. Myśl o homosiach napawa mnie obrzydzeniem. Mnie napawa obrzydzeniem myśl o prawicowych oszołomach spod Frondy lub Radia Maryja, pardonnez le mot. Nie wyobrażam sobie żeby moja kobieta dawała na boku, za przeproszeniem dupy jakiejś koleżance ze zbyt dużym testosteronikiem. Piękny przykład świętych bzdur krążących wśród środowisk prawicowo-katolickich. Lesbijki mają za dużo testosteronu, geje za mało. Badania naukowe przeczą takim przekonaniom, ale na sensu stricto chłopski rozum jest inaczej. 

Niestety, obecnie większość ludzi zapomina, iż skoro dawniej zjawisko to było karane, to obecnie również nie powinno być powszechnie akceptowane. W tym punkcie spadłem z krzesła podziwiając logikę tego prawicowca. W przeszłości posiadanie egzemplarza "O obrotach sfer niebieskich" Kopernika było karane, bo znalazł się on na Indeksie Ksiąg Zakazanych. Wystarczy odwołać się myślą do przykładu Giordano Bruno, który został spalony przez Kościół katolicki na stosie za potwierdzenie tez polskiego astronoma. 

Obrzydliwością i najgłębszą z możliwych hipokryzją jest kolejny fragment: W krajach, w których panuje Islam, stosunki homoseksualne karane były śmiercią. Również za czasów „hitlerowskich” w Niemczech tępione były tego typu dewiacje. Do dzisiaj w dawnych obozach koncentracyjnych, pełniących funkcję muzealną oprócz oznaczeń na historycznych ubraniach „Żyd”, czy też „Więzień polityczny” istniało specjalne oznakowanie „Homoseksualista”. Za czasów Stalina, Rosja również wywołała wojnę gejom. Za kontakt seksualny z osobą tej samej płci, dewianta czekała kara ciężkich robót, a później nawet leczenia, przejawiającego się torturami. Autor tekstu odwołuje się do najgorszych w historii reżimów totalitarnych i stawia ich za wzór do naśladowania. Tak właśnie wygląda prawicowe tło intelektualne. 

Kolejna część to cytaty klasyków homofobii jak papież Ratzinger czy Rydzyk, których nie wypada nawet komentować. Przytoczę tylko wypowiedź Wałęsy - nie wiem czy znalazła się tam celowo czy może to jest jakieś ukryte nabijanie się z obezwładniających walorów intelektualnych byłego prezydenta: Jak geje i ludzie ich pokroju chcą sobie paradować, to niech sobie wybudują nową Warszawę. Tę wybudowali ludzie biali i mają do niej prawo. Nie mogę powstrzymać się też od przytoczenia wypowiedzi Rydzyka, którzy wzbijając się na szczyty absurdu i groteski stwierdził, że celem homoseksualizmu jest zniszczenie Kościoła. Przyznam, że początkwo odniosłem wrażenie, iż ta wypowiedź została zaprezentowana w tekście Zegarka celem pokazania jak wielkim kuriozum jest katolicka mentalność.

Następnie mamy stwierdzenie, że media promują homoseksualizm, bo przynosi im to zyski. Nie bardzo wiem w jaki sposób ma im to przynosić zyski zwłaszcza, że zapewne większość odbiorców to homofobi. Prawdopodobna odpowiedź prawicowa byłaby taka, że Żydzi i masoni oraz lobby homoseksualne płaci telewizji za emitowanie "słusznych" treści. :) Trzeba mieć w świadomości, że mentalność prawicowa opiera się na różnych zaburzeniach poznawczych.

Zakończenie artykułu należałoby chyba pozostawić również bez komentarza, bo w zasadzie nie bardzo wiadomo jak komentować taką próżnię intelektualną: Podsumowując: uważam, że pojawianie się coraz większej ilości gejów, świadczy negatywnie o wizerunku Polski. Organizacje twierdzące, że jesteśmy nietolerancyjni mają rację. Tak to prawda… mało, kto lubi homoseksualistów, ale czy to powinno się zmienić? To pytanie zostawiam z odpowiedzią domyślną.



Tagi: zaburzenia prawicowe; Autor: Filozof
skomentuj (1)



2010-01-30, 16:33:27 >> Czy mężczyźni mogą trzymać się za ręce?

Wiele osób często zadaje pytanie dlaczego w krajach skrajnie homofobocznych, heteronormatywnych (np. kraje arabskie, gdzie homoseksualizm karany jest śmiercią) mężczyźni chodzą ze sobą za rękę, calują się w usta na powitanie czy pożegnanie i okazują sobie różne czułości a nikogo to nie razi i nikt na to nie zwraca uwagi. Gdyby bowiem te same zachowania przenieść na grunt europejski to od razu oznaczałyby one pytanie o orientację seksualną. Turyści z Europy nie mogą się nadziwić skąd ta sprzeczność.

Okazuje się jednak, że zachowania te są wpisane w specyficzną ekonomię znaczeń kultury arabskiej. Są one uobecnione w dyskursie, dlatego, że nikt nie łączy ich z homoseksualizmem. Mówiąc kolokwialnie, nikomu do głowy nie przychodzi, że ci całujący się mężczyźni mogą być parą. W kulturze europejskiej natomiast sytuacja prezentuje się zupełnie inaczej. Kiedy w środkach masowego przekazu słyszy się o gejach i lesbijkach to w ten sposób następuje uobecnienie homoseksualizmu i ta pewność, że pocałunki, przytulanie itp. nie mają nic wspólnego z homoseksualizmem maleje. Ekonomia znaczeń ulega rekonfiguracji i to uobecnienie homoseksualizmu sprawia, że czułość między mężczyznami zostaje przez kulturę wprowadzona do kategorii "homoseksualisty". Odtąd gdziekolwiek dwóch mężczyzn będzie szło ulicą za rękę to natychmiast będzie uruchamiał się pomysł, że są gejowską parą.

Tagi: dekonstrukcja kultury, opresja; Autor: Filozof
skomentuj (9)



2010-01-23, 11:20:47 >> Mechanizmy przemocy i wykluczenia

Na tej stronie mam zamiar napisać listę mechanizmów przemocy przeciwko mniejszościom seksualnym i powiększać ją za każdym razem, gdy przyjdzie mi do głowy nowy pomysł :) Zapraszam do komentowania. :)

Jeszcze tytułem wyjaśnienia, żeby była jasność: mechanizmy przemocy, procedury wykluczenia itd. to wszystkie sposoby, za pomocą których homoseksualizm jest usuwany z przestrzeni publicznej, uznawany za coś gorszego, marginalizowany i skazywany na kulturowy niebyt. Mówiąc "przemoc" nie mam na myśli przemocy fizycznej przeciwko osobom (choć ona też jest brana pod uwagę) ale przede wszystkim przemoc kulturową przeciwko homoseksualnej tożsamości. 

 
Mechanizmy przemocy i procedury wykluczenia jakim poddawane są mniejszości seksualne:

*stabilizowanie treści kategorii homoseksualisty w obrębie seksualności – gej to jest maszyna do uprawiania seksu, gej nic innego nie robi, tylko uprawia seks, o niczym nie myśli, tylko uprawia seks, żywi się zapewne spermą swoich partnerów, jeżeli gej chce być nauczycielem to po to, by gwałcić uczniów, jeżeli chce adoptować dzieci, to po to by gwałcić je itd.

*rozłączność kategorii homoseksualisty z innymi kategoriami tożsamościowymi – jedyną treścią kategorii homoseksualisty jest seks, natomiast gej nie może posiadać już żadnych innych kategorii, np. nie może być muzykiem, politykiem, piekarzem, nawet petentem w urzędzie. Gdy pewien mężczyzna o orientacji homoseksualnej poszedł do urzędu, w którym urzędniczka wiedziała o jego orientacji, stwierdziła, że „dla gejów nic nie mamy” i kazała mu iść precz. Na pożegnanie jeszcze otrzymał wiązankę obelg od innego urzędnika. Inny przykład: kiedy na Paradę Równości chcieli przyjechać politycy z Niemiec, Wierzejski stwierdził, że „to nie są żadni poważni politycy tylko geje”. Dodał jeszcze: „Jak dostaną parę pał, to drugi raz nie przyjadą. Gej to przecież z definicji tchórz.” Jeżeli gej jest gejem, to nie może być już politykiem, nie może być nauczycielem, lekarzem i nikimkolwiek innym.

*stabilizowanie treści kategorii homoseksualisty jako kategorii wykluczonej – homoseksualistom nadaje się znaczenie osób wykluczonych, osób z marginesu, dna społecznego. Dlatego opresywne dyskursy prawicowe będą określać mianem „homoseksualistów” swoich przeciwników politycznych, aby unieważnić ich narracje (przekreślić to, co mówią). Przykładem takiego działania jest zachowanie środowisk skrajnej prawicy w czasie protestów uczniów i studentów przeciwko mianowaniu Giertycha na ministra edukacji. Środowiska te stwierdziły, że to nie uczniowie protestują, tylko „homoseksualiści”.

*mechanizm produkcji zagrożenia – już od starożytności wiadomo, że najlepszym sposobem pozyskania tłumu jest wmówienie mu, że jest czymś zagrożony oraz obiecanie, że się go od tego zagrożenia uwolni. Jeżeli nie ma faktycznego zagrożenia, to trzeba to zagrożenie wyprodukować samemu. W okresie międzywojennym ofiarami prawicowów byli Żydzi, którzy o niczym nie myśleli poza tym, jak zniszczyć Polaków, zagarnąć majątek i uczynić z nich niewolników. Dzisiaj antysemityzm jest passe ze względu na wyższy poziom cywilizacyjny. Natomiast rolę Żydów przejmują homoseksualiści, którzy mają bądź co bądź podobne „cele”: zniszczenie Kościoła, „zniszczenie rodziny” (cokolwiek to znaczy) i w ogóle zniszczenie wszystkiego i wszystkich. Homoseksualiści to potwory i demony seksu, które nam, „normalnym ludziom”, zagrażają i trzeba się od tego zagrożenia uwolnić.

*nerwica narcystyczna – jest to tworzenie iluzji, że związki heteroseksualne są w jakikolwiek sposób lepsze od homoseksualnych. Nerwica ma swoje źródła w problemach z poczuciem własnej wartości homofobów. Homofobi, by podnieść swoje ego, swoją wartość, muszą obniżać wartość innych ludzi. Do tego właśnie służą różne hierarchie społeczne. Opresywne dyskursy tworzą hierarchie społeczne, przy czym w każdym przypadku na szczycie hierarchii znajdują się przedstawiciele danego dyskursu. To pokazuje nieadekwatność i kuriozalność samego pomysłu hierarchizowania. Homofobi uważają, że seksualność to heteroseksualność, rodzina to rodzina oparta o związek heteroseksualny, małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny itd. Każda taka definicja stanowi mechanizm przemocy wykluczający osoby homoseksualne. Jest to zawłaszczanie pojęć oraz skazywanie innych ludzi na niebyt, pomimo iż ich miłość, związek, rodzicielstwo mają taką samą wartość i znaczenie.

*heteroseksualny Matrix (iluzja, że homoseksualiści nie istnieją) – homoseksualiści nie istnieją tu i teraz, nie partycypują w dyskursie, żyją gdzieś tam, zawsze daleko od nas, na księżycu, w piwnicy, w szafie. Jeżeli jakiś gej lub jakaś lesbijka wyjdzie z szafy, stwierdzi, że jest homoseksualna/y, uobecni w dyskursie homoseksualną narrację o seksualności, to... trzeba  zmusić ją do naprawy Matrixu, czyli iluzji że homo nie istnieje „tu i teraz”. Z tego powodu często słyszy się krytykę „dlaczego ci geje się tak afiszują” , „no jak można tak ostentacyjnie obnosić się ze swoją seksualnością”. Gej, jeżeli już istnieje, to ma udawać, że jest hetero, bo homoseksualizm przynależy do piwnicy. Gej może być gejem jedynie w szafie, a gdy otworzy tę szafę, gdy wejdzie w świat heteroseksualnego Matrixu, to musi stłumić swój homoseksualizm i udawać, że jest kimś, kim nie jest. Z tego właśnie powodu ten hetero-świat jest iluzją, fantazmatem, teatrem, gdzie każdy jest aktorem. Każdy bowiem ma obowiązek grać mężczyznę, grać kobietę, grać hetero itd. Po jakimś czasie jesteśmy już tak wprawieni, że nie odróżniamy iluzji od rzeczywistości.

*naturalizacja treści kulturowych – różne opresywne dyskursy, np. dyskurs katolicki, ale także choćby dyskurs psychologii ewolucyjnej posługuje się bardzo niebezpiecznym mechanizmem przemocy jakim jest naturalizacja. Polega to na tym, że bierze się jakiś normatywny element kultury a następnie stwierdza, że ma on pochodzenie biologiczne, naturalne, predyskursywne, absolutne i bezdyskusyjnie konieczne. Według katolicyzmu Bóg stworzył kobietę i mężczyznę oraz połączył ich świętym węzłem małżeńskim. Tylko małżeństwo jest naturalnym związkiem a wszelkie inne są zboczone i grzeszne. Swoją drogą obserwowałem kiedyś na Wikipedii sytuację, gdzie pewna osoba zdefiniowała "konkubinat" jako "naturalny związek kobiety i mężczyzny". Inna osoba dodała cząstkę "nie" przy "naturalny" stwierdzając, że "konkubinaty nie są naturalne". Chyba nie trzeba komentować kompletnej arbitralności uznawania czegoś za "naturalne" bądź "nienaturalne". Stwierdzenie o nienaturalności konkubinatu bazowało na katolickiej ideologii, która wyklucza jakiekolwiek inne związki seksualne prócz małżeństwa.

*nerwica wizybilizacyjna - jest to właściwie mechanizm obronny patriarchatu. W kulturach, gdzie homoseksualizm jest tabu nie do pomyślenia (np. kraje arabskie, gdzie grozi za niego kara śmierci) mężczyźni mogą chodzić ulicami pod rękę czy też całować się na powitanie i nikomu nie przychodzi do głowy, że może to mieć jakiś związek z homoseksualizmem. Natomiast w kulturze europejskiej, gdzie w radiu i telewizji słyszy się często o homoseksualizmie takie zachowania natychmiast wytworzyłyby skojarzenie. Inne przykłady: sam widziałem w pewnej książce zdjęcie dwóch oficerów idących parkiem i trzymających się za ręce, było to zdjęcie przedwojenne. Kolejny przykład: znajomy, który pojechał do pracy do UK opwiadał, że więcej homofobicznych sytuacji spotkało go ze strony tubylców niż innych emigrantów (pracował na budowie). Polacy po prostu nie wygłaszali homofobicznych komentarzy, żartów itp. pod jego adresem, bo do głowy im nie przychodziło, że może być gejem. Anglicy natomiast inaczej, brali pod uwagę, że może być gejem, ze względu na wyższy poziom uobecnienia homoseksualizmu w ich społeczeństwie. Wyższa niepewność co do jednoznaczności heteroseksualizmu oznacza większe mechanizmy przemocy mające na celu doprowadzenie do jego jednoznaczności.


*humor SS-mana - zamienianie życia lesbijek i gejów w piekło a następnie posługiwanie się faktem, że jest ono piekłem jako argumentem pokazującym, że homoseksualizm jest czymś złym. Najczęściej dotyczy to dyskursu okołomedycznego: stwierdzenie, że lesbijki i geje częściej popełniają samobójstwa, popadają w depresję, alkoholizm itd. Jest to mechanizm przemocy sugerujący, że powyższe wynikają z samego homoseksualizmu, tymczasem wynikają właśnie z społecznego wykluczenia mniejszości seksualnych. Inny ciekawy przykład to ironiczne stwierdzenie pewnego polityka PO, że krytykująca go dziennikarka  "jako mniejszość seksualna, nie ma najmniejszych szans zostać kiedykolwiek radną ale to nie powód aby wylewać osobiste żale na osoby, które pracują niezależnie od dziennikarskiej oceny na rzecz miasta". Krótko mówiąc, zobaczcie jaki ten homoseksualizm jest okropny, homoseksualista nie może zostać radnym. Nazwa tego mechanizmu nawiązuje do anegdoty o SS-manie, który widząc "zdychających jak psy" Żydów w Auschwitz mówi: "czy ktoś może jeszcze wątpić w to, że Żydzi to podludzie"?


uświęcona ignorancja - wszystko co związane z homoseksualizmem musi być przez opresywną, heteropatriarchalną kulturę natychmiast wymazane z dyskursu, wykluczone. O lesbijkach i gejach nie można mówić inaczej niż źle, nie można posiadać lesbijek i gejów wśród znajomych, nie można w końcu nic wiedzieć na ich temat. Pamiętam jak w liceum czytałem artykuł do gazetki szkolej pewnej uczennicy, która pisała, że jej znajomi "prawdopodobnie dziwnie na nią patrzą, ponieważ ma liberalne poglądy w sprawie homoseksualizmu". Homoseksualiści muszą być w tej kulturze jednoznacznie i nieodwołalnie wykluczeni, usunięci z przestrzeni publicznej. Kiedyś w rozmowie ze znajomym stwierdziłem, że jako student psychologii mam dość dużą wiedzę nt homoseksualizmu. On odrzekł, że nie tylko nie można mieć liberalnych poglądów w tej kwestii, ale także posiadanie jakiejkolwiek wiedzy na temat lesbijek i gejów również źle świadczy. Są to znakomite ilustracje tej kulturowej przemocy - interesujący jest także mechanizm, który nazwałem "uświęconą ignorancją", czyli przekonanie, że nie można o lesbijkach i gejach zdobywać żadnych informacji. Jest to z jednej strony mechanizm przemocy i procedura wykluczenia a z drugiej mechanizm obronny heteropatriarchatu. Uświęcona ignorancja zamyka bowiem furtkę za pomocą której delikwent mógłby zmienić swoje przekonania dotyczące mniejszości seksualnych. Tą furtką jest rzetelna wiedza wolna od stereotypów, uprzedzeń i rozmaitych fałszywych mniemań, przyjmowanych jako założenia związane z kulturą (asumpcje kulturowe). Innym przykładem tego mechanizmu jest stwierdzenie, które pojawiło się w jednym z komentarzy do notatki tego bloga: "Przeszkadza mi, że ciągle jestem informowana o tym która ze znanych osób ma inną orientację seksualną. Ci co są hetero, nie ogłaszają tego całemu światu. To jednak intymna sfera, po co mi ta "wiedza". Komentarz jednocześnie obrzydliwy i kuriozalny. Aby zilustrować jego kuriozalność posłużę się takim przykładem: pytanie skierowane do pewnego geja: "mówiłeś swoim rodzicom, że jesteś gejem, wiedzą o tym?"; odpowiedź: "a ty mówiłaś swoim rodzicom, że jesteś hetero, wiedzą o tym?". Nikt nie musi mówić nikomu, że jest hetero, bo jest to jedno z kulturowych założeń heteropatriarchatu. Każdy w tej kulturze domyślnie uważany jest za heteroseksualistę i żeby zmienić to przekonanie to trzeba wypowiedzieć, że jest się gejem lub lesbijką.


Tagi: dekonstrukcja kultury, opresja, socjologia wykluczenia, mechanizmy przemocy, mechanizmy wykluczenia; Autor: Filozof
skomentuj (5)



2010-01-22, 23:01:05 >> Rano dziecko, wieczorem prostytutka

Ostatnio oglądałem materiał Francuskiej Agencji Prasowej o nepalskiej 14-letniej dziewczynce, która pracuje jako prostytutka. Przede wszystkim uwagę moją, jako teoretyka kultury, zwróciła pewna konfiguracja znaczeń, która towarzyszy dziecięcej prostytucji w kulturze tego kraju. Dziewczynka ta, Binita, wraz ze swoją rodziną należy do najniższej kasty (warstwy społecznej), która poddawana jest mechanizmom przemocy i wykluczenia, podobnym do tych, jakie w kulturze europejskiej, widoczne są względem mniejszości seksualnych. Kobiety tej kasty w konsekwencji mogą trudnić się tylko prostytucją: ten sam los spotkał matkę i babkę naszej bohaterki. Krótko mówiąc kultura nadaje przedstawicielkom tej kasty znaczenie prostytutek, a ponieważ strasznie trudno jest wszystkim ludziom wszystkich kultur abstrahować od różnych znaczeń związanych z seksualnością, to Binita oraz jej rodzina nigdy poza tę kategorię prostytutki nie będzie w stanie wyjść.

Zwróćmy uwagę na pewną analogię, o której już wspominałem we wcześniejszych notatkach. Wierzejski mówił o zachodnich politykach, którzy przyjechali na paradę równości: „to nie są żadni poważni politycy, tylko geje”. Tak samo przedstawicielki tej kasty nigdy nie będą „poważnymi nauczycielami”, „poważnymilekarzami”, „poważnymi sklepowymi” one będą „tylko prostytutkami”. Cytując słowa lektora z materiału filmowego: „Kobiety z kasty Badi są ofiarami uprzedzeń i krzywdzących stereotypów. W Nepalu są postrzegane jako prostytutki”. Nie ważne co te kobiety robią, jakie mają zdolności, wykształcenie, faktyczną pracę, zawsze będą „tylko prostytutkami”. Z tego samego powodu gej nie będzie „żadnym poważnym politykiem tylko gejem”. I poza tę kategorię geja nie wyjdzie, tak jak Banita nie wyjdzie poza kategorię prostytutki.

Jakie zatem wnioski możemy wyciągnąć z tej lekcji: przede wszystkim takie, że należy z dystansem traktować wszelkie stabilne, jednoznaczne, domknięte znaczenia seksualności, jak definicja geja jako maszyny do uprawiania seksu albo definicja kobiety z kasty Badi jako prostytutki. Każda bowiem taka jednoznaczna, krzywdząca definicja stanowi procedurę wykluczenia.

Oczywiście, możemy stukać się w głowę, gdy patrzymy na społeczeństwa kastowe oraz na idiotyczne – naszym zdaniem – znaczenia jakie zawleczono za każdą z tych kast. Jednak ludzie z tamtej kultury mogą również stukać się w czoło nad na przykład naszą histerią antypedofilską, która doprowadza już do tego, że rodzice boją się dotykać swoich dzieci. W Nepalu jak widać kultura nadaje już 14-letnim dziewczynkom znaczenie dojrzałych seksualnie. Pamiętajmy, że wszystkie te znaczenia mają pochodzenie kulturowe i są relatywne. Drugi zatem morał, jaki możemy wyciągnąć to taki, że łatwo nam rozumieć idiotyzm różnych kuriozalnych znaczeń seksualności jeżeli sami w nie nie jesteśmy uwikłani. Idiotycznymi nazywamy treści innych kultur, tymczasem równie idiotyczne - nieuzasadnione i bezinteresowanie krzywdzące - treści własnej kultury przyjmujemy bez zastrzeżenia.

Materiał filmowy



Tagi: dekonstrukcja kultury, opresja; Autor: Filozof
skomentuj (6)



2010-01-10, 00:03:09 >> Feminizm a queer

Otrzymałem drogą mailową parę pytań do pracy zaliczeniowej od niejakiej Marty, na które z miłą chęcią odpowiadam. Zamieszczę je tutaj, może kogoś jeszcze zainteresują :)

Dlaczego feminizm porusza sprawę teorii queerowych?

Dlatego, że opresja kobiet i osób homoseksualnych to są dwie strony tego samego medalu: heteronormatywnego patriarchatu. W obu przypadkach występują dokładnie te same mechanizmy przemocy i wykluczenia, z tym że manifestują się one względem innych podmiotów. W przypadku kobiet jest to produkowanie stabilnej definicji kobiety jako obiektu, przedmiotu seksualności, natomiast w przypadku mężczyzn homoseksualnych jest to degradacja z pozycji podmiotu seksualności na pozycję kobiety – przedmiotu. Wielu mężczyzn heteroseksualnych ma obsesyjny lęk przedbyciem „posądzonym” o homoseksualizm właśnie dlatego, że społeczeństwo odbiera osobom homoseksualnym pozycję lepszego, wznioślejszego, wyższego, nadrzędnego podmiotu-mężczyzny i b(lokuje) ich poza dyskursem na pozycji gorszego,wykluczonego, pogardzanego podmiotu. Kultura jest skonfigurowana w ten sposób, że to mężczyzna będzie podmiotem „zaliczającym” panienki, natomiast jeżeli kobieta zaczyna nadawać sobie pozycję podmiotu, zaczyna sama decydować o tym, z kim idzie do łóżka, zaczyna sama dobierać sobie partnerów seksualnych, to staje się jeszcze bardziej wykluczona: nadaje się jej tożsamość „łatwej”, „puszczalskiej szmaty”. Kobieta w patriarchacie nigdy nie będzie „zaliczającym” podmiotem, a jedynie przedmiotem oczekującym zaliczenia przez podmiot - mężczyznę. Analogicznie z osobami homoseksualnymi. Mężczyzna jest podmiotem „zaliczającym” przedmioty – kobiety. Jeżeli jakiś mężczyzna pozwala, by „zaliczał” go inny mężczyzna, to automatycznie przypisuje sobie kulturową rolę, jaką opresywny patriarchat nadaje kobietom. Z tego powodu w patriarchacie homoseksualizm będzie zawsze wykluczony, dlatego że homoseksualista zawsze będzie gorszym mężczyzną, tak jak kobieta jest gorszym człowiekiem. Krótko mówiąc wykluczenie homoseksualistów jest lustrzanym odbiciem wykluczenia kobiet. I to jest powód, dla którego feminizm i dyskurs queerowy powinien mówić tym samym językiem.

Jak bardzo queer theory potrzebna jest feminizmowi?

Queer theory jest potrzebny feminizmowi tak jak studiom lesbijsko-gejowskim, które jedynie kontekstualizowały społeczną opresję względem pewnych mniejszości. Queerowanie feminizmu polega na krytyce narracji tożsamościowej na rzecz narracji queerowej. Innymi słowy, queer theory pozwala na pozbycie się różnych stabilnych definicji „kobiety” czy „homoseksualisty”, ponieważ każde definiowanie to wykluczanie. Różne dyskursy definiowały kobietę np. jako panią domu, która powinna mieć do powiedzenia tyle, ile mąż. Kobieta będzie szczęśliwa, jeżeli wyjdzie za mąż i jeżeli mąż będzie się z nią liczyć. OK, ale co z kobietami, które nie mają męża, co z kobietami, które kochają kobiety? Te kobiety są automatycznie wykluczone. Inną stabilną definicję możemy wymyślić: kobieta ma być businesswoman, a jak siedzi w domu, to jest looser. OK, ale w ten sposób wszystkie kobiety, które siedzą w domu, są wykluczone. Inna definicja: kobieta ma być silna, ma mocno stąpać po ziemi, mieć zawsze trzeźwy umysł, dążyć do celu za wszelką cenę itd. Super, a co z kobietami, które wolą być uległe i posłuszne mężowi? Ich narracja jest tak samo ważna, jak narracja businesswoman. Obie narracje są równie ważne i obie zasługują na obecność w dyskursie. Właśnie w ten sposób feminizm reprodukował mechanizmy przemocy i wykluczenia konstruując kolejne domknięte definicje kobiety, a queer theory pozwala na zmianę tego sposobu myślenia, oferując definicję otwartą, którą każdy może indywidualnie dopowiedzieć. Analogia dotycząca dyskursu lesbijko-gejowskiego przedstawiona jest w tekście w kolumnie po lewej stronie.

Czy nie jest tak, że tzw. feminizm liberalny wspiera się queer theory (na zasadzie: słaby + słaby = nieco silniejszy), by zyskać na ważności (społecznej, kulturowej, autorytetowej)?

Czy feminizm „liberalny” wspiera się queerem, żeby zyskać na prawomocności? Ja myślę, że teoria queer jest najbardziej prawomocną teorią seksualności i płciowości, jest w zasadzie post-teorią, dlatego że mówi, iż takie pojęcia jak seksualność i płciowość są substancjalnie puste, a ich treść była arbitralnie wprowadzana przez kulturę. Jest w końcu najbardziej prawomocna, dlatego że pozwala na absolutne uwolnienie się od wszelkiej opresji, na absolutną dekonstrukcję wszelkich mechanizmów przemocy i procedur wykluczenia oraz na zapewnienie wszystkim ludziom prawa do obecności w dyskursie. Niestety feminizm, podobnie jak wczesny dyskurs studiów LGBT, nie pozwalał na pełną emancypację, a jedynie redefiniował normatywność w taki sposób, by trochę więcej osób zmieściło się w granicach normy, a reszta pozostawała wykluczona (np. geje kobiecy, „ciotowaci”,  transwestyci, którzy nadal posądzani są o „utrwalanie stereotypów”). Za pomocą queeru feminizm jest w stanie również uwolnić się od prostego kontekstualizowania opresywnej normatywności stając się teorią bardziej prawomocną.

Czy feminizm liberalny neguje racje feminizmu chrześcijańskiego (zwłaszcza w kwestiach spornych pro-choice - pro-life)?

Oczywiście są różne dyskursy, także w ramach tzw. feminizmu. Ja za właściwy feminizm uważam jedynie feminizm „zqueerowany”, czyli poddany oczyszczeniu z opresywnych asumpcji za pomocą teorii queerowych. Reszta, czyli feminizm uznający stabilne definicje płciowości czy seksualności, to są według mnie jedynie dziwaczne pączki normatywności wyrosłe z niekontrolowanej proliferacji. Główny nurt feminizmu oczywiście jest pro-choice, natomiast ten feminizm „chrześcijański”, który opowiada się za pro-life, to według mnie jest już całkowita parodia feminizmu. Jej narracja ogranicza się do stwierdzenia, że Ewa została stworzona z żebra Adama, to znaczy że jest mu równa, bo tak gdzieś na starych tabliczkach było napisane, że żebro oznacza równość. Jeżeli tego typu „feminiści” utrzymują przekonanie, że kobiety nie mają prawa do kapłaństwa, to o czym w ogóle tutaj mówić. Ja nawet nie nazywałbym tego feminizmem, proszę mi wybaczyć. 



Tagi: queerowanie feminizmu; Autor: Filozof
skomentuj (10)



2010-01-08, 15:58:06 >> Analiza komentarzy, c.d.

Ciąg dalszy poprzedniej notatki.

Komentarz Actimela: Jak ja tak wszystko czytam, to zastanawiam się nad tym jak geje i lesbijki mają być akceptowani czy tolerowani, skoro ciągle o nich głośno, ciągle ktoś coś gada nt. gejów i homosexualistów ogólnie-zbędne to. Jestem sam gejem musiałem siebie zaakceptować wpierw sam a nie było łatwo. Zanim komuś powiedziałem to rozmawiałem na ten temat z daną osobą i za każdym razem jak już się przyznałem 'coming-out' to słyszałem jedno WIESZ JAK WSZYSCY HOMO SĄ TACY JAK TY TO JA DO NICH NIC NIE MAM , opisując mnie normalny chłopak, po którym nie stwierdzisz 'ciota' ani nic w tym stylu, każdy się dziwi że ja gej - ale niestety taki się urodziłem. I osobiście denerwuje mnie to jak piszą o adopcji przez gejów (nie powiem nie jeden gej okaże się lepszy od hetero pary dla dziecka) ale urodziłes się czy tam jestes homo to wara ci od adopcji. A u hetero nie lubię tego jak każdego homo kreślą jedną miarą ... bo ja nie jestem oni NIE AFISZUJĘ SIĘ NIE CHCE MIEĆ DZIECI CHOĆ BARDZO JE LUBIĘ, NIE ZALEŻY MI NA ZWIĄZKU PARTNERSKIM CZY W KOŃCU NIE CHODZĘ NA PARADY RÓWNOŚCI jestem jaki jestem i jest to dla mnie a nie będę się afiszował i to np. w majtach na środku ulicy w Warszawie . WIĘC DRODZY HETERO MAM PROŚBĘ NIE KREŚLCIE JEDNĄ MIARĄ WSZYSTKICH HOMO I NIE ZWAŻAJCIE NA TYCH CO SIĘ NA PARADACH POKAZUJĄ BO GEJE SĄ OK CZY TAM LESBIJKI A W KAZDYM 'STADZIE' ZNAJDZIE SIĘ JAKIŚ ZONK. A przy okazji wszystkim czytającym mój elaborat DOSIEGO ROKU ŻYCZĘ

Dopiero teraz doczytałem ten komentarz, a jest bardzo ważny. Jest to bowiem głos geja ujarzmionego, mówiąc językiem Michela Foucault, przez heteronormatywne społeczeństwo. Jest to głos geja, który nie lubi, jak w mediach pojawia się temat homoseksualizmu, bo podświadomie wie, że za każdym razem gdy ten temat się pojawia to pojawia się też stwierdzenie, że homo jest złe. A kto chciałby kolejny raz słuchać homofobicznego szczekania? Jest to w końcu głos geja, który zinternalizował (uwewnętrznił) społeczną nienawiść wględem homoseksualizmu, przez co jak twierdzi „nie było łatwo zaakceptować samego siebie”. Istotny jest także kolejny element, który pokazuje, że myślenie Actimela jest cały czas uwikłane w opresywną normatywność: Zanim komuś powiedziałem to rozmawiałem na ten temat z daną osobą i za każdym razem jak już się przyznałem 'coming-out' to słyszałem jedno WIESZ JAK WSZYSCY HOMO SĄ TACY JAK TY TO JA DO NICH NIC NIE MAM , opisując mnie normalny chłopak, po którym nie stwierdzisz 'ciota' ani nic w tym stylu, każdy się dziwi że ja gej - ale niestety taki się urodziłem. W tym punkcie wyraźnie widać asumpcję, że ci „normalni” są lepsi od tych „nienormalnych” – kobiecych gejów, męskich lesbijek, transwestytów, „ciot” itd. To jest właśnie opresywny, normatywny dyskurs gejowski, który chce zdobyć emancypację poprzez konstrukcję kategorii „gorszych” i wykluczenie jej. W zasadzie nie różni się on od dyskursu prawicowego, homofobicznego, z tym szczegółem, że definicja „normalności” jest lekko przesunięta w lewo, tak aby zmieścił się w niej Actimel i reszta towarzystwa. Najbardziej smutny, szokujący i poruszający fragment to ten, który został wyróżniony: jak już się przyznałem 'coming-out' to słyszałem jedno WIESZ JAK WSZYSCY HOMO SĄ TACY JAK TY TO JA DO NICH NIC NIE MAM. Tutaj wyraźnie widać tę transakcję: ja będę taki jak ty, a ty łaskawie przestań mnie wykluczać. W nagrodę wykluczaj sobie innych, tylko nie mnie. Nie, nikt nie musi dążyć do normatywnego modelu, bo każdy ma prawo być taki jaki chce i jaki w rzeczywistości jest. I jeżeli do mnie by ktoś powiedział „jeżeli wszyscy homo są tacy jak ty to ja nic do nich nie mam” to ja odpowiedziałbym „a jakie ty kurwa masz prawo posiadania czegoś do kogokolwiek? Odpierdol się, dobrze?” Nie będzie ze mną żadnych transakcji. Kolejny przykład uwikłania w opresywny dyskurs prawicowy: I osobiście denerwuje mnie to jak piszą o adopcji przez gejów (nie powiem nie jeden gej okaże się lepszy od hetero pary dla dziecka) ale urodziłes się czy tam jestes homo to wara ci od adopcji. W zasadzie nie ma tu już nic do dodania, to jest jedynie kolejne powtórzenie, kolejna reiteracja, homofobicznej narracji, że homo nie mogą wychowywać dzieci. Oczywiście, jeżeli kultura wkłada nam do głowy obraz geja jako demona seksu, który myśli o niczym innym tylko o umieszczanie swojego narządu w coraz to nowych tyłkach, to nie trudno nam stwierdzić, że „jesteś homo to wara ci od adopcji”. Ja również przy całym swoim liberalizmie doznałem pewnego szoku kulturowego po obejrzeniu tego filmu, aż sam się zdziwiłem. Ale to właśnie pokazuje jak głębokie jest uwikłanie w kulturę każdej osoby, która w tej kulturze partycypuje. Jedyny sposób na pozbycie się tego, to gruntowna redefinicja i resygnifikacja (zmiana znaczenia) pojęć.

NIE AFISZUJĘ SIĘ NIE CHCE MIEĆ DZIECI CHOĆ BARDZO JE LUBIĘ, NIE ZALEŻY MI NA ZWIĄZKU PARTNERSKIM CZY W KOŃCU NIE CHODZĘ NA PARADY RÓWNOŚCI jestem jaki jestem i jest to dla mnie a nie będę się afiszował i to np. w majtach na środku ulicy w Warszawie . WIĘC DRODZY HETERO MAM PROŚBĘ NIE KREŚLCIE JEDNĄ MIARĄ WSZYSTKICH HOMO I NIE ZWAŻAJCIE NA TYCH CO SIĘ NA PARADACH POKAZUJĄ BO GEJE SĄ OK CZY TAM LESBIJKI A W KAZDYM 'STADZIE' ZNAJDZIE SIĘ JAKIŚ ZONK. Jak ja lubię to określenie „afiszowanie się”. Najlepsze jest, że takie określenie można zastosować jedynie do lebijek i gejów. Nikt nigdy nie powie o heterykach że się „afiszują”.Co zatem dokładnie oznacza to słowo? Jest to kolejny mechanizm przemocy i procedura wykluczenia, bazująca na asumpcji, że cała przestrzeń społeczna ma należeć do heteroseksualizmu. Homoseksualizm natomiast należy skazać na niebyt, należy zamknąć go w szafie, w piwnicy. Homoseksualizm ma nie istnieć w przestrzeni publicznej. Jeżeli zatem jakaś lesbijka, lub jakiś gej stwierdzi publicznie, że ma taką a nie inną orientację seksualną, to psuje ten (hetero-)normatywny porządek uobecniając także homoseksualnną narrację o seksualności. To z punktu widzenia normy jest zbrodnia, dlatego tych gejów/te lesbijki trzeba jakoś uciszyć, powiedzieć „nie afiszujcie się”. Innymi słowy: „możecie sobie tam gdzieś żyć w piwnicy, ale nie pokazujcie się publicznie, bo jesteście gorsi, bo nie w smak mi oglądanie także innych narracji, ja chce mieć poczucie że jestem normalny/normalna i że przez to jestem lepszy/lepsza od innych, a gdy ci inni pokazują, że są równie ważni, równie wartościowi to tracę poczucie wyższości, pojawia się we mnie pustka, którą muszę wypełnić wrzucając was spowrotem do piwnicy, z której przyszliście”. Tak właśnie wygląda narracja o zakazie „afiszowania się”. Ten zakaz jest po prostu oczyszczeniem, parafrazując filozofa Baumana, przestrzeni publicznej z innych niż normatywna narracji. Na koniec pytanie: co to znaczy, że hetero się afiszuje. Jeżeli „afiszowanie się ze swoją seksualnością” jest złe, to czy prezydent Kaczyński pojawiając się ze swoją żoną na przyjęciu afiszuje się ze swoją seksualnością i czy to jest złe? Czy zawieranie ślubów heteroseksualnych jest afiszowaniem się ze swoją orientacją seksualną? Czy chodzenie ze swoją sympatią za rękę po ulicy również jest afiszowaniem się? Nie, nikt nie określi tego w taki sposób. „Afiszowanie się ze swoją seksualnością” jest złe tylko wtedy, gdy dotyczy lesbijek i gejów – i z tego powodu taki zakaz stanowi mechanizm przemocy i wykluczenia. Przypomina mi się zabawne zdanie, że „królowa może jeździć dowolnym samochodem pod warunkiem że jest to czarny Rolls-Royce”.

Kolejny ciekawy komentarz, który mi się spodobał: Ciekawe ze potraficie sie dupczyc w dark roomach a potem mowicie o dojrzalosci waszych zwiazkow. Oddzielam sex od milosci ale dymanie z facetem ktorego twarzy nie widziales to przesada. Nie nadajecie sie do zycia w spoleczenstwie! Skoro krzyczenie o orientacji jest dla was najszczytniejszym celem to wam gratuluje.Macie pieniadze i pokazne lobby, ale i tak przegracie ta wojne.

Pomijam tu takie stwierdzenia jak Macie pieniadze i pokazne lobby, ale i tak przegracie ta wojne.To akurat komponent zaburzenia prawicowego, mianowicie skłonność do wiary w ukryte spiski, „lobby”, masoni rządzą światem, a Żydzi pieniędzmi. Mój blog chyba też jest częścią „lobby”, niestety co do pieniędzy to akurat w moim przypadku zdanie nietrafione. Rozumiem też, że mam się czuć Żydem i masonem. A wojnę i tak wygramy – z każdym rokiem przybywa krajów, które mają małżeństwo czy partnerstwo homoseksualne. Już prawie całą cywilizowaną Europę można odhaczyć.  Pierwsza część komentarza jest jednak lepsza – jest to kolejny mechanizm przemocy polegający na stabilizowaniu definicji homoseksualisty w obrębie seksualności. Krótko mówiąc gej to seks. Zabawne, że autor mówi o burdelach gejowskich tak jakby heteryckie nie istniały. Niech się przejedzie dowolną trasą uczęszczaną przez TIRy a spotka tam miłe panie, które autora mogłyby zrelaksować. Co ciekawe, jest tutaj jeszcze kolejna asumpcja, że ludzie, którzy pardonnez le mot pieprzą się gdzie popadnie są gorsi od cnotliwych zakonnic. Ja jestem daleki od definiowania takich hierarchii. Uważam, że każdy powinien żyć tak jak mu się podoba i żeby nikogo przy tym nie krzywdzić. Krótko mówiąc, nawet gdyby tylko homoseksualiści i wszyscy homoseksualiści pieprzyli się na potęgę z kim popadnie to tak czy siak mieliby taką samą wartość jak reszta i takie same prawo do życia w społeczeństwie.



Tagi: dekonstrukcja kultury, socjologia wykluczenia, mechanizmy przemocy; Autor: Filozof
skomentuj (25)



2010-01-05, 21:31:34 >> Analiza komentarzy

Motto dla notatki: "W Polsce nie ma tradycji prześladowania homoseksualistów" - Jarosław Kaczyński, Bruksela, rok 2006.

Przez pół dnia link do wcześniejszej notatki był zamieszczony na jednym z głównych portali internetowych. To sprawiło, że blog odwiedziło kilka tysięcy osób zostawiając kilkadziesiąt komentarzy. Krótko mówiąc, blog został na chwilę zamieniony w homofobiczne, prawicowe szambko :) To jest jedynie próbka tego, co zwykle widzi się na portalach internetowych, skąd ci ludzie przyszli.

Zastanawiam się, od którego komentarza zacząć, może zacznę od komentarza Luwra, o którym Sylwek napisał, że "pochodzi z samego piekła ludzkiej izolacji i udręki". :)

Oczywiście, że związki homoseksualne łączy coś szczególnego - przede wszystkim życie w kłamstwie- złudnym przekonaniu o swojej normalności i wyjątkowości. Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, im wyznaczył łączenie się w pary. Dla tych, którzy gardzą argumentacją Biblijną - pomyślcie, czy to naprawdę takie wspaniałe łączyć się z kimś - kto reprezentuje to samo? Przecież tylko mężczyzna z kobietą tworzą całość, to właśnie ich różnice wzajemnie się uzupełniają. Związek homoseksualny, to niepasujące do siebie, te same klocki, których nie da się połączyć. A to, że związki kobiet i mężczyzn nie są trwałe - dzieje się tak, bo wiele złego ludzie sobie nawzajem wyrządzają - wiele krzywd, rozwody, zdrady, oszustwa - ale tak było od wieków, inne było jedynie społeczne przyzwolenie na to - by się często łączyć i rozchodzić.

Ruch gejowski, lesbijski niesłychanie manifestuje swoją tożsamość, próbuje unaukowić swoje bycie innym, wytłumaczyć je socjologicznie, psychologicznie, statystykami, wzruszającymi opowieściami o prześladowaniu, dyskryminacji. Pomyślcie sami, czy dobry produkt potrzebuje reklamy? Nie... Robi się szum i propagandę zwykłe wokół tego, co wnosi więcej złego. Reasumując - myślę, że Wasz świat jest zdecydowanie bardziej szary, nie tęczowy. Budujecie swoje życie - na ułudzie, przywiązujecie wagę tylko do tego " co tu i teraz", koncentrujecie się na pogoni za prawami i edukacji o swoim istnieniu. Tylko co Wam po tym życiu pozostaje?

Świadomość, że było się w związku, niedocenianym i samym w sobie już ułomnym? Świadomość, że nie zostaną po Was dzieci, w których żyłach płynie Wasza krew. Pozostaje po Was wspomnienie - ten był fajnym gejem, miał dobrą pracę, wykształcenie, fajnego partnera, fajnego psa, fajnie było się z nim przejść na imprezę, pogadać, na poważnie, na wesoło. Tyle. Przecież to tak mało, czy naprawdę warto?

Przede wszystkim jest to poważne zaburzenie prawicowe, które manifestuje się różnymi błędami poznawczymi. Pierwszy z nich, najbardziej zarysowany, to tworzenie hierarchii związków lepszych i gorszych, przy czym oczywiście lepsze są te, które tworzy sam Luwr. To się nazywa nerwica narcystyczna. Jeżeli ktoś jest niedowartościowany, to musi podnieść swoje ego poprzez obniżanie ego innych. Ten sam mechanizm legł u podstaw teorii geocentrycznej, która zakładała, że Ziemia i człowiek to centrum wszechświata. Kolejna kwestia: „czy to naprawdę takie wspaniałe łączyć się z kimś – kto reprezentuje to samo?” Argument przezabawny, to oznacza, że katolik ma się łączyć z żydem, neoliberał z socjalistą, biały z Murzynem, a Chińczyk z Peruwiańczykiem. Broń może Chińczyk z Chińczykiem, czy Chinką, żeby nie pozostawić wątpliwości. Na tym polegają błędy poznawcze zaburzeń prawicowych: jeżeli jakieś wnioskowanie pasuje do ideologii, np. do tego że mężczyzna ma się łączyć tylko z kobietą i odwrotnie, to je przyjmujemy. Natomiast jeżeli to samo wnioskowanie analogicznie zastosujemy do innych argumentów, to możemy je dowolnie odrzucać. Krótko mówiąc, „nie należy łączyć się z kimś, kto reprezentuje to samo, pod warunkiem że chodzi tylko o kobietę i mężczyznę, żeby wykluczyć lesbijki i gejów”. Kolejna ciekawa kwestia: typowo katolickie twierdzenie, że różnice między kobietami i mężczyznami są komplementarne, wzajemnie się uzupełniają. To niech Luwr zasiądzie do telefonu zaufania dla młodych kobiet i niech posłucha ich opowieści o tym, jak były prawie gwałcone przez swoich chłopaków, którzy za wszelką cenę chcieli seksu, a one czuły, że „nie są jeszcze gotowe”. Niech poczyta sprawozdania z terapii rodzinnych, w których żona bez przerwy skarży się, że mąż nie okazuje miłości, a mąż „komplementarnie” skarży się, że żona wymusza od niego bez przerwy „kocham cię i kocham cię, ileż można?”. A jak terapeuta poprosił męża, żeby okazał żonie więcej czułości, to ten umył jej samochód (przykład autentyczny). Tak kobiety i mężczyźni są komplementarnie do siebie dopasowani. Chyba Bóg miał zły dzień, jak tworzył ludzi, jeżeli to nazywa komplementarnością. Kolejna kwestia: „Związek homoseksualny, to niepasujące do siebie, te same klocki, których nie da się połączyć”. Zaraz cię strzelę w mordę za wmawianie mi, że mój związek to niepasujące do siebie klocki. :) To jest szczyt cynizmu i bezczelności. Wyobraź sobie czytelniku, że przychodzi do ciebie jakiś dziad i mówi „sorry, ale twój związek to niepasujące do siebie klocki, żyjesz w kłamstwie, złudnym przekonaniu o swojej normalności”. No tylko strzelić w mordę takiego gościa. Jakie ty w ogóle masz prawo do oceniania mojego związku? Nigdy mnie na oczy nie widziałeś, nie znasz mnie w ogóle, a wydaje ci się, że możesz z góry wydawać sądy o mnie i o osobie, którą kocham? Reasumując - myślę, że Wasz świat jest zdecydowanie bardziej szary, nie tęczowy. Budujecie swoje życie - na ułudzie, przywiązujecie wagę tylko do tego " co tu i teraz", koncentrujecie się na pogoni za prawami i edukacji o swoim istnieniu. Tylko co Wam po tym życiu pozostaje? Owszem, moje życie jest raczej szare, właśnie przez takich ludzi jak ty, którzy na każdym kroku wmawiają mi, że jestem gorszy. Co mi po takim życiu pozostaje, jeżeli nieustannie muszę udowadniać, że to nieprawda? A może dałbyś sobie po prostu siana, zostawił mnie w spokoju i pozwolił mi normalnie żyć? To jest kolejny mechanizm, o którym wspomniałem już kilka notatek temu – prawica zamienia życie lesbijek i gejów w piekło, a potem faktu, że jest ono piekłem, używa jako argumentu przeciwko nim. Świadomość, że było się w związku, niedocenianym i samym w sobie już ułomnym? Świadomość, że nie zostaną po Was dzieci, w których żyłach płynie Wasza krew. Pozostaje po Was wspomnienie - ten był fajnym gejem, miał dobrą pracę, wykształcenie, fajnego partnera, fajnego psa, fajnie było się z nim przejść na imprezę, pogadać, na poważnie, na wesoło. Tyle. Przecież to tak mało, czy naprawdę warto? Kolejne zaburzenie poznawcze: produkcja asumpcji, że ludzie, którzy mają dzieci, są lepsi od tych, którzy ich nie mają. Dla prawicy prawdziwe jest to, co jest zgodne z ideologią. Jeżeli gejów i lesbijki trzeba zgnieść, to ta asumpcja jest prawdziwa. Jeżeli zaś mowa byłaby o księżach i zakonnicach, którzy dzieci nie mają, to wystarczy pstryknąć palcami, a założenie takie przestaje być prawdziwe i niech je ogień piekielny pochłonie.

Rozpisałem się, więc teraz będzie na szybko: lud poczuł się zagrożony statystyką, że związki gejów są 3 razy trwalsze od związków hetero. Istnieje bowiem wygodna asumpcja, że związki gejów czy lesbijek są krótkotrwałe, nastawione jedynie na seks, pozbawione uczucia itd. A tu okazuje się, że są 3 razy trwalsze; pojawia się zatem dysonans poznawczy, czyli nieprzyjemny stan, w którym dociera do nas jakaś informacja zupełnie sprzeczna z tym, co o świecie sądziliśmy wcześniej. Trzeba zatem ten dysonans jakoś rozwiązać: albo zmienić swój pogląd na świat (co raczej nie wchodzi w grę), albo unieważnić ten niezgodny z całą resztą bodziec. Z tego powodu przez dużą część komentarzy przewija się narracja, że przedstawiona statystyka jest fałszywa, błędna itd. Jest to najłatwiejszy sposób na pozbycie się dysonansu.

Ciekawe są inne mechanizmy: Przecież oni nie mają dzieci,nie zajmują się nimi tylko sobą,nie mają dodatkowych obowiązków,zmartwień o zdrowie dzieci itp.To są ludzie dorośli gdzie każdy o siebie zadba.To powoduje że nie ma tyle sytuacji konfliktowych. Ale i tak,[czytając artykuł], uważam że dużo tych związków się rozpada. Bardzo sprytny mechanizm obronny, autor(ka) jest chyba dość inteligentna w piekielnym tego słowa znaczeniu. :) Jest to utrzymanie ważności samego bodźca przy jednoczesnym unieważnieniu przesłania notatki. :) Autor nie zaprzecza, że związki gejów są trwalsze, ale wyjaśnia ten fakt za pomocą innych mechanizmów przemocy i wykluczenia: produkując asumpcję, że geje są, jak to się mówi po angielsku, „easy-going”, mają fajne życie, bo „zajmują się tylko sobą”, nie mają dzieci, obowiązków, zmartwień i w ogóle sielanka. Może fajnie byłoby dać im jakiś dodatkowy podatek „od geja”, skoro mają takie cudowne życie – sprawiedliwość musi być. Oczywiście chyba nie muszę wyjaśniać kuriozalności takich założeń. Dodam tylko, że jeżeli to prawda, to heteroseksualne związki bezdzietne powinny być również 3 razy trwalsze, a tak nie jest.

Szokujące są mechanizmy przemocy najgorszego autoramentu zawarte w kolejnym komentarzu: Ani anatomicznie ani fizjologicznie homo nie pasuja.To jest dysorientacja sexualna.Bo niby jak...z przodu penis z tylu vagina.Walcza o co? Wkrotce bezdzietni nie beda mieli w Europie praw do emerytury i sie skoncza homo malzenstwa.Moje dzieci nie zycza sobie placic na ich starosc.Oni powinni sie wstydzic byc pasozytami produktywnych ludzi. Dyskurs żywcem wzięty z „Mein Kampf” Hitlera. Trzeba oczyścić naród z żydowskich „pasożytów”, którzy żerują na niemieckim ludzie pracującym. Trzeba wymordować niepełnosprawnych, bo po co takie coś ma żyć? Tylko koszta robią ludziom produktywnym. A może emerytów też można powystrzelać, dlaczego nie? Wyprodukowali się, to niech idą do diabła, powinni się wstydzić być pasożytami produktywnych ludzi. Księża bezproduktywni też powinni iść do gazu. I skończy się Kościół przenajświętszy.

Dlaczego wszyscy homo mają taką silną potrzebę afiszowania się ? Przeszkadza mi, że ciągle jestem informowana o tym która ze znanych osób ma inną orientację seksualną. Ci co są hetero, nie ogłaszają tego całemu światu. To jednak intymna sfera, po co mi ta "wiedza" ? A dlaczego wszyscy hetero mają taką silną potrzebę uważania się za lepszych, parodiując tę wypowiedź. Przeszkadza mi to, że ciągle widzę w mediach tylko pary heteroseksualne, tak jakby związki homoseksualne nie istniały.  Ci co są hetero, nie ogłaszają tego całemu światu. To jednak intymna sfera, po co mi ta "wiedza" – trudno sobie wyobrazić większy cynizm. Hetero nie ogłaszają światu, że są hetero; nie muszą, bo świat z góry zakłada, że oni są hetero. Jak chłopak w mediach stwierdzi, że ma dziewczynę, to nikt się nie dziwi, ale kiedy powie, że ma chłopaka, to oburzenie, no jak on może tak afiszować się z homoseksualizmem? A wejdźże sobie kobieto na dowolny portal internetowy, obejrzyj pasmo reklamowe w telewizji – ile tam jest przytuleń, pocałunków heteroseksualnych. Dlaczego ci hetero mają nieustanną, obsesyjną potrzebę afiszowania się ze swoją orientacją seksualną?

Jest jeszcze więcej komentarzy, ale na dzisiaj już wystarczy. :) W najbliższym czasie będę zajęty w realu, co prawdopodobnie wpłynie na częstotliwość pojawiania się notatek.



Tagi: dekonstrukcja kultury, zaburzenia prawicowe, socjologia wykluczenia, mechanizmy przemocy, mechanizmy wykluczenia, psychologia dewiacji; Autor: Filozof
skomentuj (25)



2010-01-04, 16:57:49 >> Dekonstrukcja prowokacji

Moja notatka dotycząca trwałości związków gejów to była celowa prowokacja. Nie chodzi o to, że zmyśliłem sobie te dane - są one prawdziwe, ale o to, że można skonstruować taki dyskurs, w którym zostanie wyprodukowana hierarchia związków, przy czym związki hetero będą postawione niżej od homo. Innymi słowy hegemonia homofobicznego heteroseksualizmu nie jest koniecznością, nie jest czymś nieuniknionym, koniecznym, naturalnym, predyskursywnym. Jest kolejnym konstruktem, który można przyjąć lub nie i równie dobrze można skonstruować i uzasadnić jego przeciwieństwo.

W tym konkretnym przypadku posłużyłem się kulturowymi przesłankami (asumpcjami) stanowiącymi element "obowiązującej" normatywności - nie jest to jakaś "normatywność" alternatywna, dlatego lud Boży tak łatwo tę asumpcję połknął. Jest to mianowicie asumpcja, która mówi, że związki trwające dłużej są lepsze od trwających krócej. Jeżeli połączymy ją z inną, mówiącą, iż homoseksualizm jest odwróceniem seksualności, jej inwersją (po łacinie homoseksualizm zwany był także "inversio sexualis") to szybko wyprodukuje się asumcję, że związki homoseksualne muszą być krótkotrwałe. Normalność (=heteroseksualizm) to związki długotrwałe - inwersja (=homoseksualizm) to związki krótkotrwałe. Nie ważne są statystyki, nie ważna jest rzeczywistość - zawsze bezrefleksyjnie połykamy ukryte założenia kulturowe, których nawet nie potrafimy sobie uświadomić. 

W dyskursie, który wyprodukowałem na potrzeby tej zabawy czy prowokacji intelektualnej zamieściłem tę ukrytą asumpcję, że związki krótkotrwałe są gorsze od długotrwałych. Dokonałem jednak operacji, której lud Boży nigdy wcześniej nie widział: jako Podmiot ustanowiłem homoseksualizm a jako Przedmiot, Obiekt, Inny: heteroseksualizm. Zwykle to homoseksualizm jest opisywany jako Inny (Przedmiot) względem Podmiotu: heteroseksualizmu. Stąd lud zaczął czuć się niepewnie i musiał napisać kilkadziesiąt obelżywych komentarzy, żeby ten cały dyskurs unieważnić. Analizę komentarzy przeprowadzę w następnej notatce.

Dodam na koniec jakie jest faktyczne stanowisko teorii queer w tej sprawie. Otóż każdy może wejść w związek jaki chce i wcale nie ma konieczności, żeby ten związek był na całe życie. Wspaniale jeżeli ktoś znalazł sobie partnera na całe życie i czuje się z nim świetnie. Ale wspaniale też jest, jeżeli ktoś stwierdza, że miłość wygasła, albo że to nie jest to i znajduje kogoś innego.




Tagi: dekonstrukcja kultury, socjologia wykluczenia, mechanizmy przemocy; Autor: Filozof
skomentuj (4)



2009-12-29, 19:19:03 >> Dlaczego konserwatyzm jest psychopatologią?

Krótka refleksja, która przyszła mi do głowy po rozmowie z niejakim markiem zegarkiem, o którym pewnie jeszcze co nieco powiem ;>

Dla mnie osobiście konserwatyzm jest kondycją nie tyle epistemologiczną, co psychopatologiczną. Od strony czysto epistemologicznej konserwatyzm nie posiada jakiejkolwiek stabilnej treści. Jego treść sprowadza się do stwierdzenia metapoziomowego, że należy konserwować to, co jest. Nieważne co jest, nieważne czy to, co jest, ma dobry czy zły charakter, czy jest krzywdzące, szkodliwe czy też pozytywne. Trzeba to z niewiadomych przyczyn utrzymywać. 

Dlaczego konserwatyzm przynależy do psychopatologii? Dlatego, że jego geneza tkwi w patologicznych mechanizmach psychicznych. Człowiek prawicowy, konserwatysta, pragnie utrzymywać obecny porządek społeczny, dlatego że nie jest psychicznie wydolny do skonsumowania jakichkolwiek zmian. Nie jest zdolny do abstrahowania od kultury, w której się wychował i potrafi jedynie egzystować w warunkach, które są mu znane. 

Pewnym paradoksem jest stwierdzenie "neokonserwatyzm", które zdradza patologiczność tego dyskursu: to, co kiedyś krytykowane było przez konserwatystów, dziś jest przyjmowane przez neokonserwatystów. To, co dziś jest krytykowane przez neokonserwatystów, jutro będzie przyjmowane przez... neoneokonserwatystów i tak ad infinitum. Tu widzimy wyraźnie brak stabilnej treści tej ideologii i fakt, że jest ona jedynie patologicznym mechanizmem obronnym, który ma na celu zredukowanie poczucia frustracji związanego z obserwacją swojego niedostosowania do zmieniającego się świata. Konkretną egzemplifikacją tego zjawiska jest fakt, iż hiszpański Kościół i prawicowi politycy proponowali wprowadzenie partnerstw homoseksualnych zamiast zapowiadanych małżeństw. To samo za jakiś czas będzie w Polsce, a ludzie którzy będą chcieli wprowadzać partnerstwa, również będą określać się mianem "konserwatystów". 


Tagi: queerowa psychoanaliza; Autor: Filozof
skomentuj (16)


Teoria queer

Teoria queer: świat jest kolorowy i wszystkie jego kolory są równie ważne.

Queer theory (teoria odmienności, społeczna teoria różnicy) - jest ostatnią opowieścią, teorią o ludzkiej seksualności, płciowości. Do niej zmierzają wszystkie teorie - w związku z tym mówi się, że jest ona post-teorią. Teoria ta mówi, że seksualność nie ma żadnego stabilnego, ustalonego raz na zawsze znaczenia, mówi, że to nie społeczeństwo powinno decydować o tym, jak wygląda nasza seksualność czy płciowość, ale że to my sami powinniśmy ją definiować, nadawać jej znaczenie.

Księga gości


Teksty cyklicznie uzupełniane:
Słowniczek
Mechanizmy przemocy
Analiza pornografii


2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec


Tagi



Abiekt
Blog (wielo)branżowy
Fiskot
Hyacinthus
Hodowla idei
Kallipygos
Pierwsze wyjście z mroku
Tenszowy
Trzyczęściowy garnitur
Zapiski z oblężonego miasta












Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy polecają mój blog:

lugias.blog.onet.pl
lambda.bydgoszcz.pl
szestowicki.pl
mrdobel.blog.onet.pl
migotliwypasazer.blogspot.com
wstrzasajacy.blog.pl
zielonawarszawa.blogspot.com
fiskot.info
hyakinthos1978.blogspot.com
fenixx.blog.pl
tenszowy.blog.pl
kobiety-kobietom.com
ja-i-samotnosc.blog.pl
abiekt.blogspot.com
krzykliwa-zdradliwa.blog.onet.pl
hodowlaidei.blogspot.com
fragmentaselecta.wordpress.com
coteraz.blogspot.com
akane-iro.blog.pl
tffu.wordpress.com/zrodla/
trzyczesciowygarnitur.blogspot.com
Zdjęcie kredek z Wikipedii. Wszystkie teksty na blogu mojego autorstwa są na wolnej licencji - można dowolnie rozpowszechniać pod warunkiem podania źródła.